niedziela, 13 kwietnia 2014

Rozdział 3

Hej!

 To taka krótka notka nad postem w której chciałabym was przeprosić za to że ostatnio nie miałam czasu czegoś dodać, ale zrozumcie mnie byłam na dwóch pogrzebach. W tym jednym mojej koleżanki która została potrącona. Dialogi po angielsku będą pisane tłustą czcionką Ale zapraszam do przeczytania tego rozdziału. Komentujcie!
__________________________________________________________________________

-Na pewno wszystko zabrałaś- po raz setny mama zapytała się o to samo
-Tak paszport jest, wiza jest, portfel jest, bagaż jest czyli wszystko mam- właśnie stoję na lotnisku i czekam na odprawę, denerwuję się trochę bo to jest mój pierwszy lot samolotem.
-No ja przeczuwam że czegoś tak- zaśmiał się mój tata
-Co?! Czego mogłam zapomnieć?- zaczęłam od nowa przeczesywać mój podręczny bagaż
-Proszę bo byś bez tego zginęła- na te słowa podniosłam głowę i zobaczyłam że mój tata trzyma w rękach pokrowiec od mojej gitary którą dostałam na 13 urodziny. To właśnie wtedy zaczęłam pisać piosenki i grać na gitarze. Odebrałam ją od niego i założyłam na plecy. Spojrzałam jeszcze na rodziców i przytuliłam ich ,a w oczach zebrały mi się łzy.
-Pamiętaj żeby do nas dzwonić i dobrze się uczyć- wychlipała mama
 "Pasażerowie lotu Poznań Ławica- Londyn City proszeni są do podejścia do bramki numer B-5" Po hali rozniósł się znudzony głos kobiety. Po tych słowach jeszcze mocniej wtuliłam się w rodziców, po czym odsunęłam się od nich. Widziałam łzy spływające po policzkach mojej rodzicielki.
-Leć podbijać świat i pokaż co potrafisz- powiedziała ,a do ręki włożyła mi medalion. Ścisnęłam go mocniej w ręce i niemo podziękowałam za wszystko co dla mnie zrobili. Złapałam moją sportową torbę i udałam się na odprawę. Przede mną stało kilka osób więc jeszcze raz odwróciłam się do rodziców i im pomachałam. Gdy ponownie odwróciłam się miałam właśnie przechodzić przez bramkę.
~~~~
Siedzę właśnie w samolocie. Całe szczęście mam miejsce przy oknie. Mój aparat leży na moich kolanach ,a książka obok mojego uda. Oparłam głowę o ścianę i zamknęłam oczy. Jak teraz będzie wyglądało moje życie? Cze sobie poradzę? Czy zrozumiem co mówią do mnie wykładowcy? Pytania zaprzątały moją głowę od ponad pół godziny trwania lotu. Ze słuchawek poleciały pierwsze nutu Anna Kendrick- Cups jak bardzo ta piosenka pasuje do mojej obecnej sytuacji. wzięłam aparat i zrobiłam zdjęcie. Gdy odłożyłam aparat wzięłam się za czytanie książki Wojciecha Cejrowskiego ,,Gringo wśród dzikich plemion" i wtedy zapomniałam już o wszystkim. Po bliżej nieokreślonym czasie ktoś zaczął pukać mnie w ramię, więc zdjęłam słuchawki i spojrzałam na starszą panią która siedział obok mnie przez cały lot.
-Pilot powiedział że za chwilę lądujemy więc postanowiłam cię obudzić dziecko- uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie co od razu odwzajemniłam
-Dziękuję pani bardzo- Zaczęłam się szykować do lądowania. Po półtora godzinie stałam już na wielkim lotnisku w Londynie. Całkiem sama. Nikogo nie znająca. Wzięłam swoje torby i wyszłam przed budynek. Na dworze świeciło słońce, więc wyciągnęłam okulary. Podeszłam do sklepikarza który obok stał i kupiłam sobie mapę. Po stwierdzeniu ile mam drogi do mojego mieszkania, które kupiłam za psie pieniądze bo jest w złym stanie ruszyłam wzdłuż ulicy. Ogólnie odkąd po raz pierwszy zobaczyłam to miejsce na zdjęciach zamarzyłam aby tu zamieszkać. Oszczędzałam każdą złotówkę na zrealizowanie swojego marzenia. Na nic nie wydawałam. No dobrze może dwa razy na koncert Room 94 ale było warto bo utrzymuję kontakty z chłopakami. Po godzinnej wędrówce z torbami dotarłam do bloku z pomarańczowej cegły z białymi wykończeniami. Weszłam na klatkę schodową która była biła i czysta ale nie tak sterylnie tyko panował tu domowy nastrój. Gdzieniegdzie były poustawiane wielkie zielone rośliny. Wchodząc coraz wyżej migotały mi coraz to nowe nazwiska poprzyczepiane na drzwiach takie jak Smith, Anderson czy Lewis. Gdy doszłam na ostatnie piętro gdzie było mieszkanie dostałam zadyszki. Jak osiemdziesięcioletni dziadek mógł tutaj wchodzić? Ale ja mam jeszcze torby Wyciągnęłam klucze od mieszkania gdyż całym kupnem zajmowała się moja ciocia która mieszka w Londynie i tydzień  temu przyleciała do Polski i przywiozła mi klucze. Gdy weszłam do mieszkania prawie potknęłam się o karton stojący w progu. No ciocia nie żartowała że będę miała dużo roboty. Bo zamierzam oszczędzać pieniądze na inne wydatki np. remont łazienki. Bo posprzątać mogę sama. Wniosłam moje walizki do salonu, albo coś na wzór niego i zamknęłam drzwi. przeszłam się po mieszkaniu było naprawdę malutkie co mi się spodobało. Wystarczy dla mnie samej. Odpięłam walizkę i wyciągnęłam dresy i luźną koszulkę i poszłam się przebrać. Gdy to zrobiłam wyciągnęłam laptopa i położyłam go na jednym z kartonów. Po podłączeniu go zalogowałam się na Skypie i od razu zadzwoniłam do rodziców. Odebrali jeszcze przed pierwszym sygnałem. Pewnie czekali aż zadzwonię.
-Cześć córciu jak tam Anglia?- przywitał mnie tato
-A w porządku słoneczko świeci chociaż w mieszkaniu jest ciemno ale tutaj okna zasłaniają kartony.
-Jakie kartony?- zapytała się mama
-Poprzedni właściciel zostawił kartony i powiedział że co znajdę w nich to mogę sprzedać albo zatrzymać. Widzę tu jakąś kanapę więc jest ok- powiedziałam- nie będzie wam  przeszkadzać jeśli zacznę już tutaj sobie sprzątać? ...
~~~~
Następnego dnia wstałam wcześnie ponieważ obudził mnie dźwięk budzika. To właśnie dziś mam rozmowę o pracę w pubie po przeciwnej stronie ulicy. Ręce mnie tak bolą jak nigdy bo do późna sprzątałam mieszkanie i połowa jest już uprzątnięta. A i znalazłam tu wiele róznych ciekawych rzeczy jak metalowy stolik, narożnikowa kanapa cztery czerwone krzesła barowe i stary gramofon. Nie wiem co znajdę jeszcze dzisiaj. Wstałam z kanapy na której przeznaczone jest mi spać dopóki nie sprzątnę jeszcze sypialni i powlekłam się do łazienki co ciekawe była ona w najlepszym stanie. Znajdowała się tam wanna, umywalka i sedes o dziwo w bardzo dobrym stanie (po tym jak je wczoraj umyłam). Po załatwieniu toalety i przebraniu się w czarne spodnie i czarną koszulę, białe trampki i do tego biały kapelusik. Do torebki schowałam telefon, chusteczki i portfel. Była godzina 9 a rozmowę mam o 15 ale muszę jeszcze skoczyć na uczelnie która znajduje się wyjątkowo blisko mojego mieszkanka. Jej jak to fajnie brzmi mojego mieszkanka. A więc wyszłam i zamknęłam drzwi na klucz. Po czym zaczęłam zbiegać na dół. w połowie drogi spotkałam starszą panią
-Dzień dobry pomóc pani?- zapytałam bo jeśli mamy mieszkać w jednym bloku trzeba być miłym
-Tak, bardzo bym prosiła. A ty jesteś tą nową dziewczyną która wprowadziła się za Leonarda pod 21, tak?
-Tak Zuzanna Nowak- przedstawiłam się
-A ja pani Amanda Anderson spod 17.Ach ty jesteś z Polski tak? Moja córeczka tam mieszka bo znalazła tam miłość życia i mają teraz dzieci...- I tak pani Anderson opowiedział mi o swojej córce i wnukach. Zaprosiła mnie nawet dzisiaj na obiad. Co wydaje mi się dziwne ale skorzystam bo od wczoraj nie jadłam. Sarsza pani chciała bym zjadła z nią śniadanie ale powiedziałam że muszę sie stawić na uczelni i nareszcie mogłam wyjść na ulicę.
Wizyta w uczelni zajęła mi krócej niż myślałam tak więc od października będę studentką Middlesex University London na kierunku Architektury wnętrz. Z informacji które dostałam dowiedziałam się że jest bardzo możliwe że dostanę stypendium i będę mogła wybrać drugi kierunek studiów jak dobrze pójdzie. jak ja się cieszę już nawet wiem co bym wybrała. Teraz kieruje się w stronę mieszkania a właściwie budynku przed nim czyli (mam nadzieję) mojej nowej pracy. Po dotarciu na miejsce zostałam zszokowana wyglądem tego ogólnie wyglądała jak wyjęta ze starego filmu z Johnem Travoltom więc WOW. Podeszłam do dziewczyny która stała za ladą i sie uśmiechała do mnie
-Hej ja przyszła zapytać się o pracę
-Hej choć ze mną zaprowadzę cię do szefa. Jestem Nina i ostrzegam jak dostaniesz tą pacę to uważaj na Madison straszna z niej suka. To tu trzymam kciuki- gdy to powiedziała zapukała i odeszła. Nawet nic nie powiedziałam. Ach ale wydaje się być sympatyczna. Wyrwałam się z przemyśleń gdy usłyszałam przytłumione proszę. wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka. Za biurkiem siedział mężczyzna ok 38 lat, który spojrzał na mnie spod papierów.
-Dzień dobry ja jestem Zuza i składałam tutaj podanie o pracę

________________________________________________________
             Ta trzeci rozdział. TADA :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz