Hej!
To taka krótka notka nad postem w której chciałabym was przeprosić za
to że ostatnio nie miałam czasu czegoś dodać, ale zrozumcie mnie byłam na dwóch
pogrzebach. W tym jednym mojej koleżanki która została potrącona. Dialogi po
angielsku będą pisane tłustą czcionką Ale zapraszam do przeczytania tego
rozdziału. Komentujcie!
__________________________________________________________________________
-Na pewno wszystko zabrałaś- po raz setny mama zapytała się o to samo
-Tak paszport jest, wiza jest, portfel jest, bagaż jest czyli wszystko mam-
właśnie stoję na lotnisku i czekam na odprawę, denerwuję się trochę bo to jest
mój pierwszy lot samolotem.
-No ja przeczuwam że czegoś tak- zaśmiał się mój tata
-Co?! Czego mogłam zapomnieć?- zaczęłam od nowa przeczesywać mój podręczny
bagaż
-Proszę bo byś bez tego zginęła- na te słowa podniosłam głowę i zobaczyłam
że mój tata trzyma w rękach pokrowiec od mojej gitary którą dostałam na 13
urodziny. To właśnie wtedy zaczęłam pisać piosenki i grać na gitarze. Odebrałam
ją od niego i założyłam na plecy. Spojrzałam jeszcze na rodziców i przytuliłam
ich ,a w oczach zebrały mi się łzy.
-Pamiętaj żeby do nas dzwonić i dobrze się uczyć- wychlipała mama
"Pasażerowie lotu Poznań Ławica- Londyn City proszeni są do
podejścia do bramki numer B-5" Po hali rozniósł się znudzony głos
kobiety. Po tych słowach jeszcze mocniej wtuliłam się w rodziców, po czym
odsunęłam się od nich. Widziałam łzy spływające po policzkach mojej
rodzicielki.
-Leć podbijać świat i pokaż co potrafisz- powiedziała ,a do ręki włożyła mi
medalion. Ścisnęłam go mocniej w ręce i niemo podziękowałam za wszystko co dla
mnie zrobili. Złapałam moją sportową torbę i udałam się na odprawę. Przede mną
stało kilka osób więc jeszcze raz odwróciłam się do rodziców i im pomachałam.
Gdy ponownie odwróciłam się miałam właśnie przechodzić przez bramkę.
~~~~
Siedzę właśnie w samolocie. Całe szczęście mam miejsce przy oknie. Mój
aparat leży na moich kolanach ,a książka obok mojego uda. Oparłam głowę o
ścianę i zamknęłam oczy. Jak teraz będzie wyglądało moje życie? Cze sobie
poradzę? Czy zrozumiem co mówią do mnie wykładowcy? Pytania zaprzątały moją
głowę od ponad pół godziny trwania lotu. Ze słuchawek poleciały pierwsze
nutu Anna
Kendrick- Cups jak bardzo ta piosenka pasuje do mojej obecnej sytuacji.
wzięłam aparat i zrobiłam zdjęcie. Gdy odłożyłam aparat wzięłam się za czytanie
książki Wojciecha Cejrowskiego ,,Gringo wśród dzikich plemion" i wtedy
zapomniałam już o wszystkim. Po bliżej nieokreślonym czasie ktoś zaczął pukać
mnie w ramię, więc zdjęłam słuchawki i spojrzałam na starszą panią która
siedział obok mnie przez cały lot.
-Pilot powiedział że za chwilę lądujemy więc postanowiłam cię obudzić
dziecko- uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie co od razu odwzajemniłam
-Dziękuję pani bardzo- Zaczęłam się szykować do lądowania. Po półtora
godzinie stałam już na wielkim lotnisku w Londynie. Całkiem sama. Nikogo nie
znająca. Wzięłam swoje torby i wyszłam przed budynek. Na dworze świeciło
słońce, więc wyciągnęłam okulary. Podeszłam do sklepikarza który obok stał i
kupiłam sobie mapę. Po stwierdzeniu ile mam drogi do mojego mieszkania, które
kupiłam za psie pieniądze bo jest w złym stanie ruszyłam wzdłuż ulicy. Ogólnie odkąd
po raz pierwszy zobaczyłam to miejsce na zdjęciach zamarzyłam aby tu
zamieszkać. Oszczędzałam każdą złotówkę na zrealizowanie swojego marzenia. Na
nic nie wydawałam. No dobrze może dwa razy na koncert Room 94 ale było warto bo
utrzymuję kontakty z chłopakami. Po godzinnej wędrówce z torbami dotarłam do
bloku z pomarańczowej cegły z białymi wykończeniami. Weszłam na klatkę schodową
która była biła i czysta ale nie tak sterylnie tyko panował tu domowy nastrój.
Gdzieniegdzie były poustawiane wielkie zielone rośliny. Wchodząc coraz wyżej
migotały mi coraz to nowe nazwiska poprzyczepiane na drzwiach takie jak Smith,
Anderson czy Lewis. Gdy doszłam na ostatnie piętro gdzie było mieszkanie
dostałam zadyszki. Jak osiemdziesięcioletni dziadek mógł tutaj wchodzić? Ale ja
mam jeszcze torby Wyciągnęłam klucze od mieszkania gdyż całym kupnem zajmowała
się moja ciocia która mieszka w Londynie i tydzień temu przyleciała do
Polski i przywiozła mi klucze. Gdy weszłam do mieszkania prawie potknęłam się o
karton stojący w progu. No ciocia nie żartowała że będę miała dużo roboty. Bo zamierzam
oszczędzać pieniądze na inne wydatki np. remont łazienki. Bo posprzątać mogę
sama. Wniosłam moje walizki do salonu, albo coś na wzór niego i zamknęłam drzwi.
przeszłam się po mieszkaniu było naprawdę malutkie co mi się spodobało.
Wystarczy dla mnie samej. Odpięłam walizkę i wyciągnęłam dresy i luźną koszulkę
i poszłam się przebrać. Gdy to zrobiłam wyciągnęłam laptopa i położyłam go na jednym
z kartonów. Po podłączeniu go zalogowałam się na Skypie i od razu zadzwoniłam
do rodziców. Odebrali jeszcze przed pierwszym sygnałem. Pewnie czekali aż
zadzwonię.
-Cześć córciu jak tam Anglia?- przywitał mnie tato
-A w porządku słoneczko świeci chociaż w mieszkaniu jest ciemno ale tutaj
okna zasłaniają kartony.
-Jakie kartony?- zapytała się mama
-Poprzedni właściciel zostawił kartony i powiedział że co znajdę w nich to
mogę sprzedać albo zatrzymać. Widzę tu jakąś kanapę więc jest ok- powiedziałam-
nie będzie wam przeszkadzać jeśli zacznę już tutaj sobie sprzątać? ...
~~~~
Następnego dnia wstałam wcześnie ponieważ obudził mnie dźwięk budzika. To
właśnie dziś mam rozmowę o pracę w pubie po przeciwnej stronie ulicy. Ręce mnie
tak bolą jak nigdy bo do późna sprzątałam mieszkanie i połowa jest już
uprzątnięta. A i znalazłam tu wiele róznych ciekawych rzeczy jak metalowy
stolik, narożnikowa kanapa cztery czerwone krzesła barowe i stary gramofon. Nie
wiem co znajdę jeszcze dzisiaj. Wstałam z kanapy na której przeznaczone jest mi
spać dopóki nie sprzątnę jeszcze sypialni i powlekłam się do łazienki co
ciekawe była ona w najlepszym stanie. Znajdowała się tam wanna, umywalka i
sedes o dziwo w bardzo dobrym stanie (po tym jak je wczoraj umyłam). Po
załatwieniu toalety i przebraniu się w czarne spodnie i czarną koszulę, białe
trampki i do tego biały kapelusik. Do torebki schowałam telefon, chusteczki i portfel.
Była godzina 9 a rozmowę mam o 15 ale muszę jeszcze skoczyć na uczelnie która
znajduje się wyjątkowo blisko mojego mieszkanka. Jej jak to fajnie brzmi mojego
mieszkanka. A więc wyszłam i zamknęłam drzwi na klucz. Po czym zaczęłam zbiegać
na dół. w połowie drogi spotkałam starszą panią
-Dzień dobry pomóc pani?- zapytałam bo jeśli mamy mieszkać
w jednym bloku trzeba być miłym
-Tak, bardzo bym prosiła. A ty jesteś tą nową dziewczyną która
wprowadziła się za Leonarda pod 21, tak?
-Tak Zuzanna Nowak- przedstawiłam się
-A ja pani Amanda Anderson spod 17.Ach ty jesteś z Polski tak? Moja
córeczka tam mieszka bo znalazła tam miłość życia i mają teraz dzieci...- I
tak pani Anderson opowiedział mi o swojej córce i wnukach. Zaprosiła mnie nawet
dzisiaj na obiad. Co wydaje mi się dziwne ale skorzystam bo od wczoraj nie
jadłam. Sarsza pani chciała bym zjadła z nią śniadanie ale powiedziałam że
muszę sie stawić na uczelni i nareszcie mogłam wyjść na ulicę.
Wizyta w uczelni zajęła mi krócej niż myślałam tak więc od października będę
studentką Middlesex University London na kierunku Architektury wnętrz. Z
informacji które dostałam dowiedziałam się że jest bardzo możliwe że dostanę
stypendium i będę mogła wybrać drugi kierunek studiów jak dobrze pójdzie. jak
ja się cieszę już nawet wiem co bym wybrała. Teraz kieruje się w stronę
mieszkania a właściwie budynku przed nim czyli (mam nadzieję) mojej nowej
pracy. Po dotarciu na miejsce zostałam zszokowana wyglądem tego ogólnie
wyglądała jak wyjęta ze starego filmu z Johnem Travoltom więc WOW. Podeszłam do
dziewczyny która stała za ladą i sie uśmiechała do mnie
-Hej ja przyszła zapytać się o pracę
-Hej choć ze mną zaprowadzę cię do szefa. Jestem Nina i ostrzegam
jak dostaniesz tą pacę to uważaj na Madison straszna z niej suka. To tu trzymam
kciuki- gdy to powiedziała zapukała i odeszła. Nawet nic nie powiedziałam.
Ach ale wydaje się być sympatyczna. Wyrwałam się z przemyśleń gdy usłyszałam
przytłumione proszę. wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka. Za biurkiem
siedział mężczyzna ok 38 lat, który spojrzał na mnie spod papierów.
-Dzień dobry ja jestem Zuza i składałam tutaj podanie o pracę
________________________________________________________
Ta trzeci rozdział. TADA :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz